Kobiety idące do studni
I. KOBIETY IDĄCE DO STUDNI czyli historie milczące
WARSZTAT TEATROTERAPII – odsłona pierwsza
Anita Stefańska, Sylwia Majcher
UAM Poznań, Wydział Pedagogiczno – Artystyczny
1.Praca z ciałem „ku ustaleniu wspólnego rytmu grupy”
Ciało w działaniu to kanał ekspresji siebie, namacalny dowód indywidualnej fizyczności, poprzez którą osoba doświadcza własnej obecności w kontaktach z innymi ludźmi. Wszystko zostaje przeniesione do „tu i teraz”, czyli staje się realne. Gdy osoba jest w procesie gry zdobywa wiedzę o sobie poprzez ciało w działaniu. Poprzez ciało aktor wyraża się w wykonaniu dramatycznym, wchodzi w interakcje z samym sobą i innymi osobami działającymi we wspólnej przestrzeni gry, reaguje na swój świat wewnętrzny i świat zewnętrzny. Poszukuje rytmiczności własnego ciała, rytmiczności i pulsu grupy. Siłą napędową ruchu fizycznego i psychicznego czyli źródłem aktywności człowieka, są potrzeby, które skłaniają go do podejmowania różnych czynności, a więc wzbudzają jego działanie.
Kokon „ku świadomości ciała” ( kokon, szal czyli opancerzenie)
- ciało w zamknięciu powłoki
Wykorzystanie symbolu pozwala antycypować rzeczywiste sytuacje problemowe, ujawniać podświadome skojarzenia oraz umożliwia bardziej kompleksowe ich zrozumienie.
- słucham słowa , słucham i powtarzam słowa, nie szukam odpowiedzi , chcę być tą , którą nigdy nie byłam, chcę być wypełnioną własnymi punktami widzenia
Grzeczności warte (grzechu warte)
W ciele zawarte
Twoje pragnienie
Odrętwienie
Drżenie
Mrowienie
Nic nie mówienie
Zagojenie
Odnowienie
Okaleczenie
Jak mocno czujesz?
Skóra
Mięsnie
Kości
Dusza
Dokąd dociera?
Skąd wypływa twoje pragnienie?
Jak głęboko je zakopałaś?
Chęć zmiany
Przemiany
Czego oczekujesz?
Za czym tęsknisz?
Kogo oszukujesz?
Czy jest coś co daje ukojenie?
Czy podejmujesz ryzyko?
Dla kogo?
Czy jesteś dla siebie wystarczającym powodem?
Jak miękka jest twoja skóra, włosy, usta?
Czy czytasz siebie sobie na dobranoc?
Jakie zakończenie dopisujesz?
Pragnienie ……Czy można tęsknić za czymś czego nigdy nie było,.. co nigdy się nie wydarzyło,.. czego nigdy się nie przeżyło? Czy można pragnąć dotyku człowieka, którego nigdy się nie poznało?
2. Droga „ku początkowi”
Za wsią na wzgórzu stoi studnia. Jak od zawsze kobiety idą boso , w męskich koszulach i długich , obszernych spódnicach po wodę. Milczą. Codziennie noszą na spalonych słońcem ramionach koromysła z wiadrami. W spiekocie po kamieniach i w piachu docierają do studni……….
(pytania o motywacje postaci : wypracowana w toku życia równowaga? ustabilizowana i oswojona rola życiowa? Bezradność, schemat , nagość pragnień , pustka ? lęk przed zmianą? Uwaga: pytania zadajemy po pełnej realizacji etiudy.)
Studnia przed …..
Nosimy w sobie głody i pragnienia , których nie nasyci drugi człowiek. I nie ma w tym żadnej jego winy. Winą jest nasze oczekiwanie nasycenia, nasze pretensje, żale i obwinianie każdego. Drugi człowiek nie jest od tego, żeby nas sycić, ale po to, żeby go kochać. A żeby kochać trzeba samemu przygotować się na wewnętrzne umieranie.
Grzech
„ Od czasu kiedy pierwszy raz ugasiłem pragnienie, zmuszony byłem gasić je nieustannie. Zapragnąć- okazać słabość. Ugasić pragnienie – uwięzić się u źródła „ ( A.Walny, 2007,s.7)
„ Doświadczamy niewyrażonych pragnień , lęku przed odrzuceniem przez naszych przyjaciół ,kochanków , małżonków, rodziców lub dzieci. Kluczowe znaczenie ma to ,że możemy doprowadzić do zmian, jeśli sami się zmieniamy i nie będziemy nalegać , aby druga osoba poczyniła nagłe i gruntowne zmiany. To od nas zależy , czy nauczymy innych ludzi określonych sposobów stawania się bardziej bliskimi, otwartymi. (…) Jeśli przyjmujesz postawę pasywną i jedynie oczekujesz ,że druga osoba zmieni się w taki sposób jaki sobie życzysz , to pozbawiasz się poczucia siły” ( G.Corey, M.Schneider-Corey, ,2003,s. 440) .
Studnia po …….
Pewnego dnia spadł deszcz i w zagłębieniu ziemi zebrała się woda. W jej zwierciadle ujrzałam twarz ….. „ Wydobyć swoje z siebie i ocalić w wizerunku” oto początek historii milczącej . To pragnienie sprawiło ,że wykopałam studnię a potem z obawą zajrzałam w jej głąb .
O etiudzie
Istotą procesu gry nie jest fakt artystyczny, ale ten inicjalny motyw, który twórczą aktywność może wyzwolić. Grając, człowiek paradoksalnie uczy się rezygnacji z tych środków gry, które własnej naturze narzucił sam lub do używania których zmusiła go życiowa sytuacja czy określona kondycja psychiczna. Poznawanie i wypróbowywanie w granicach możliwości indywidualnych innych niż na co dzień środków wyrazu i wykorzystanie ich w procesie kreacji postaci, wpływać ma na rozbudzanie odwagi i chęci do autoprezentacji, do wywołania motywacji do pracy nad interpretacją przyjętej roli, podjęcia wysiłku prób sytuacyjnych, rozwiązań scenicznych. To umowność tworzy poczucie bezpieczeństwa i daje szansę wypróbowania nowych zachowań”
Warsztat przeznaczony jest dla kobiet które nie dają sobie prawa do własnych pragnień i woli, obarczonych silnie kontrolującym super ego.
Zastosowany model etiudy opiera się na działaniach wokół pragnienia jako motywu, i woli jako decyzji o odpowiedzialnym działaniu. Decyzja , którą dokonujemy w każdej chwili może skierować nasze życie w nieoczekiwaną stronę.
Zadanie reżyserskie : konstruować scenę by nie opisywać akcji jako takiej , ale ściśle precyzować motywacje psychiczne bohaterów, budować maksymalnie oszczędne symbole. Ze sromności środków warsztatowych wynikać ma natężenie pracy, a minimalistyczna poetyka pozwolić ma na inne odkrywane przez nas wymiary teatru i studiów nad człowiekiem.
Zadanie aktorskie wynikające z określonej motywacji, tutaj: odcinam się od wszystkich potrzeb, doznań i możliwości związanych z ob szarem brzucha, bioder, miednicy i nóg. Zablokowanie prze pony jest cielesnym wyrazem psychologicznego odcięcia się od “niegrzecznej dziewczynki”, która mieszka gdzieś tam w dole i nader często zostaje tam na zawsze pogrzebana.
( Pokaz warsztatu teatroterapii pt. : Kobiety idące do studni czyli historie milczące odbył się podczas II Wrocławskich Konfrontacji Psychologicznych -Wrocław 2009).
Pokaz kolejnej odsłony historii milczących czyli Kobiety w czerwonych bucikach zaprezentujemy niebawem .

Komentarze
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby skomentować. Jeśli nie masz konta możesz się zarejestrować.












Komentarze
Kasja
07.12.2009
Wdarłam się na tę stronę z zadziornej ciekawości… Nie umiem odpowiedzieć czy sztuka to lecząca tabletka…Jestem aktorką więc z racji wykonywanego zawodu raczej bliżej mi do produkcji owych leków a jaki skutek przynoszą to już właśnie subtelny wybór składników…
Tak odbieram ,, Kobiety idące…” Proszę Szanowne Autorki o wybaczenie, gdyż zapragnęłam napisać co dla mnie, osoby profesjonalnie , obowiązkowo związanej z teatrem znaczy ów scenariusz.
W pierwszym czytaniu odebrałam ten materiał jako niezwykle zmysłowy obraz kobiety. Nie wiem czy kokon ,,zawiązał , skrępował ” , czy tez uświadomił możliwość spełnień, ogrom namiętności a dopiero przez to pokazał ich przejmujący brak. Od momentu kokonu bowiem odebrałam czytany tekst jako monolog wewnętrzny postaci , bliski pracy aktorskiej metodą improwizacji. Monolog wewnetrzny , ponieważ jako aktorka chciałam identyfikować się z emocjonalną sferą ,, kobiety idącej do studni”, znaleźć powód tej drogi, przejść niewątpliwy proces, przeżyć spotkanie ze sobą, spotkać osobę ,, w tej przestrzeni” lub ją odrzucać itd.
To jest dla mnie jakiś trwający długo proces, wewnętrzna poważna rozmowa na temat budowania tej postaci , poznawania i otwierania jej na nowo
Dalsza część i początek to zadanie postawione przez reżysera, wprowadzające do jmprowizacji na dokładnie i świadomie wymyślony temat w poszukiwaniu jakiejś odpowiedzi… Nie znalazłam jednak konkretu do ,,tu i teraz” , ale myślę, że nie chodziło o to bym go znalazła. W tym przypadku odpowiedź poszukiwana jest w owym tekście ( kokon,droga, grzech, studnia), który dla własnego zrozumienia nazwałam monologiem wewnętrznym postaci.
Proszę mi wybaczyć taką analizę tego interesujacego zadania, chciałabym wiedzieć tylko czy rzeczywiście studenci arteterapii tak dalece uczestniczą w studiowaniu człowieka przez kreacje aktorską , działanie teatralne ? Czy o to Paniom chodziło? Jeśli tak jest ( a droga którą zaprezentowały autorki na to wskazuje) to wierzę , że tak świadomie pojmowany teatr, przetrawiony przez siebie i odnaleziony w prawdzie może być lekiem i odpowiedzią na tysiące ważnych pytań o człowieka i jego samego o siebie…
Z wyrazami szacunku i uznania pozdrawiam serdecznie licząc na odpowiedź. K.
joanna
11.12.2009
Jestem przekonana że dobre działanie arteterapeutyczne to takie, które daje przestrzeń, robi miejsce. Przestrzeń niezbędną do wyrażenia siebie, do nieustannej kreacji. W takim działaniu nie chodzi o to żeby ono stało sie przedmiotem uwielbienia i skupienia uwagi. Powinno otwierać drogę dialogu z samym sobą, gdzie ja staje na przeciw ja gotowe spotkać sie w miejscu opadania masek. Gdzie tak naprawdę nie liczy się to co robię, w jaki sposób, ale że tam jestem ja, człowiek. Bez wątpienia warsztat “kobiety idące do studni” jest dla mnie takim działaniem. To co jeszcze chciałabym w nim wyróżnić dotyczy jego odniesienia do kobiecości. Wydaje mi się, że tożsamość kobiety jest poważnie zachwiana, mówię to w szczególność na fakt, że żyjemy w bardzo męskim świecie, w męskim języku (E. Fromm. H. Cixous), w którym coraz mniej jest miejsca na kobiecość. Gdzie menstruacja, poród, zmarszczki to niedające się znosić cierpienia zabijane farmakonami. “Kobiet idące do studni” to warsztat, który pozwala pochylać się kobiecie nad jej kobiecością. I w efekcie finalnym nie chodzi o to żeby poczuć się dobrze ze swoja kobiecością, ale o to żeby poczuć się źle z tym, że ją nie szanuje… żeby zobaczyć że kobiecość to proces, droga a nie skończony dokonany fakt w życiu.. Pozwalam sobie na takie słowa przez wzgląd na osobisty udział w tym właśnie doświadczeniu. j
Matylda
12.12.2009
To było niesamowite. Siedziałam na widowni we wrocławskim Teatrze Lalki jak zahiopntyzowana!, miałam poczucie, że idę z tymi kobietami, idę do swojej studni. Tak jak one czułam ciężar i zupełne skupienie na swoich barkach, a przecież niosły tylko jakieś szale czy pozwijane, lekkie tkaniny. Robiły z nich potem sznury, potem szmaty, którymi opętańczo sie dotykały. Mimo takiej prostoty, pustej przestrzeni – ja Wierzyłam, że garbią sie pod swoją codzienną rutyną. Czy wybraną? zaakceptowaną? tępo przyswojoną? nie wiem, bo sama stawiałam sobie w tym momencie pytania! Prowdząca zdecydowanie, ale jakże delikatnie i wycofująco sie kiedy trzeba -wprowadzała nas w improwizacje, w których (mam takie mocne przekonanie), wiedziała, iż są żródłem naszych emocji, skojarzeń czy wspomnień. To cudowne i świeże, gdy można nie udawać mimo, że sie udaje drogę, studnie, spiekotę, miłość, poświecenie, seksualność…..Siedziałam w teatralnym fotelu jeszcze wtedy, kiedy zakończył sie ten warsztat, wtedy jednak nie rozumiałam dlaczego prowadzaca tak go własnie przerwała. Dziś jestem Pani doktor wdzięczna, nie tylko wiedziala czemu to robi ale pozwoliła mi też bezpiecznie zrozumieć i świadomie przepracować problem. Ciekawi mnie KOLEJNA ODSŁONA KOBIET MILCZĄCYCH, nie tylko dlatego,że jestem kobietą czy psychologiem . PROSZE AUTORKI o podanie miejsca. Pozdrawiam i bardzo gratuluję strony. Matylda
Viola
13.12.2009
Viola
Postanowiłam podzielić się kilkoma refleksjami, które nasunęły mi się po zobaczeniu projektu.
Po pierwsze dla mnie w odróżnieniu od Kasji nie była to absolutnie kreacja aktorska, a wewnętrzna praca każdej z aktorek w poszukiwaniu własnych emocji, oswojenia i nazwania ich w sobie, utożsamiania się z nimi. Każda z nich przedstawiła swoją drogę i własne dochodzenie do „tu i teraz” różne w zależności od przeżytych doświadczeń i umiejętności otwierania się na własne odczucia i emocje. Bardzo świadome użycie prostych środków wyrazu i tzw. rekwizytów „samograjów” pomogło oczywiście „uteatralnić” cały projekt i nadać mu wymiar artystyczny dla widza. Ruch i rytmizacja całości pozwolił też aktorkom na „uwolnienie” własnego ciała i jego aktywności fizycznej, która często w sytuacjach niecodziennych, sprowokowanych odsłania w nas wiele mankamentów i nie akceptacji siebie i swojej cielesności. Rzecz więc była w całości dla mnie – nie o graniu, a o własnych granicach i możliwościach. O ich poszukiwaniu i przekraczaniu przede wszystkim przez siebie i dla siebie. Serdecznie pozdrawiam aktorki i reżyserkę!
Biorąc udział w szkoleniu w Warszawie „Zanim powstanie spektakl” – teatroterapia osób niepełnosprawnych intelektualnie prowadzonym przez Panią dr Anitę Stefańską doświadczyłam na własnej skórze – jak to jest – być kobietą idącą do studni. Fantastyczna prowadząca, świetna atmosfera spotkań, ciekawe artystyczne ćwiczenia i doznania. To wszystko sprawiło, że można było wejść w rolę i poczuć „ciężar” owej kobiety, jej doświadczenia, a potem była już tylko „lekkość” wyzwolenia. Użycie skromnych środków dawało duże pole do wyrażenia postaci.
Dziękuję za trzy dni rewelacyjnych warsztatów.
,, Kobiety idące do studni” zachwyciły mnie i poruszyły. Na ile pytań nie znam odpowiedzi, jak niewiele jeszcze o sobie wiem. Jeszcze wciąż nie dotarłam do mojej studni i trochę boję się zajrzeć w głębię… Być może to, co tam zobaczę, czego dowiem się o sobie będzie dla mnie zbyt trudne, niewygodne, wymagające zmiany… Inspirujący projekt, zapewne niezapomniane przeżycie dla wszystkich uczestników; akorów i widów.